FELIETONY

Nowa, lepsza ja

By  | 

Ten wpis powinien się ukazać bliżej nowego roku. Tak, powiedzmy, w okolicach połowy grudnia, kiedy to co najmniej połowa tego globu dokonuje tzw. postanowień noworocznych. Znacie to, prawda? Że od przyszłego roku to już na bank wracam na siłownie, że wypróbuję nową dietę, że będę biegać, że będę żyć lepiej, że poświęcę więcej czasu bliskim i sobie, że…. że…. że…. . W nowy rok wkroczy nowa, lepsza ja.

Muszę zacząć od tego, że patos od zawsze wprawiał mnie w zakłopotanie. Wstydzę się podczas tych wszystkich wzniosłych przemówień w filmach. Wiecie, tych że należy walczyć w imię dobra kraju itd. Ten felieton niestety będzie patetyczny do bólu (osoby szczególnie wrażliwe uprasza się o nie czytanie). A zacznę z grubej rury od super patetycznego pytania: Czy dzisiaj można być szczęśliwym będą dokładnie takim, jakim się jest i mając dokładnie to, co się ma?

Odkąd pamiętam, żyłam przyszłością. W liceum wyobrażałam sobie, jak to będzie wspaniale, kiedy już będę na studiach. Na studiach nie mogłam się doczekać, aż znajdę pracę w dużej firmie i będę przemieszczać się po pięknym biurze w jeszcze piękniejszym kostiumie i szpilkach. Kiedy już trafiłam do takiego biura…. tak tak, oczywiście nie mogłam się doczekać, kiedy z niego odejdę i założę własną firmę.

Tak samo było z moim postrzeganiem siebie. Zawsze chciałam być wyższa i szczuplejsza. Nosić szpilki. Być eteryczną, trochę tajemniczą, świetnie ubraną brunetką. Stworzyłam w swojej głowie obraz idealnej siebie. Siebie takiej, jaką chciałam się widzieć w oczach innych. I wiecznie miałam sobie za złe to, że taka nie jestem.

Co więc robiłam, żeby spełnić swój własny ideał? Kupowałam tony ubrań, które nie były w moim stylu i dziesiątki drogich kosmetyków po to, żeby wyglądać jak modelki z magazynów. Katowałam się wszystkimi możliwymi dietami, żeby wbić się w rozmiar 36, chociaż moje ciało zawsze było większe. Przemierzałam kilometry w szpilkach, chociaż jedyne o czym marzyłam, to je zdjąć i wyrzucić na śmietnik. Uśmiechałam się do tych, do których wypadało się uśmiechać, chociaż jedyne na co miałam ochotę, to odwrócić się i odejść. Przyznawałam rację tym, którzy bezpodstawnie mnie krytykowali, chociaż powinnam bronić siebie samej. I tak, dzień w dzień patrzyłam w lustro i widziałam kogoś, kim nie jestem.

Siedemnaście lat, z moich trzydziestu jeden poświęciłam na to, żeby być kimś innym.

I nagle coś we mnie pękło. Byłam już zmęczona tą ciągłą walką. Zrozumiałam, że

JESTEM WYSTARCZAJĄCO DOBRA

Właśnie taka, jaka jestem dzisiaj.

Mam trzydzieści jeden lat. Noszę rozmiar 44. Mam długie, proste włosy, świetne piersi i wystający brzuch (TAK, robią mi się fałdki, kiedy siadam), pełne uda i zgrabne łydki. Jestem skazana na okulary (nie, nie mogę zrobić korekty wzroku). Mam duże usta i duży nos. Nie noszę makijażu, maluję tylko usta. Na czerwono. Zawsze mówię to, co myślę. Jestem bezpośrednia. Lubię się śmiać i śmieję się głośno. Bywam rubaszna. Bliżej mi do dziewczyny z sąsiedztwa niż demona seksu. Chociaż to się zmienia w zależności od mojego nastroju. Lubię żartować. Uwielbiam uczucie zwycięstwa, kiedy tak strasznie nie chce mi się iść na basen a jednak idę. Lubię spędzać piątkowe i sobotnie wieczory sama w domu pijąc wino i tańcząc do piosenek Beyonce i Rihanny. Śpiewać karaoke. Chodzić cały dzień w piżamie. Szperać na targach staroci. Jeść. Podróżować.

Taka dzisiaj jestem. I nie chcę być inna.

Codziennie pozwalamy sobie wmawiać, że powinnyśmy być lepsze. Szczuplejsze. Lepiej ubrane. Bardziej zaradne. Że powinnyśmy być wielozadaniowe, silne. Że powinnyśmy być lepszymi matkami a jednocześnie lepszymi pracownikami. I codziennie widzę te perfekcyjne, świetnie ubrane trzydziestokilkulatki. W idealnych makijażach z zawsze zrobionym manikiurem. Niektóre są matkami i partnerkami, inne singielkami szukającymi szczęścia. Szczupłe. Piękne. Sfrustrowane. Nieszczęśliwe.

Dzisiaj wybieram szczęście.

Zrób to samo.Bądź szczęśliwa. Własnie taka, jak jesteś dzisiaj. W rozmiarze, jaki dzisiaj nosisz.

Ktoś Ci mówi, że powinnaś być inna? CHRZANIĆ TO. Jesteś świetna własnie taka, jaka jesteś.

Pa!

Kasia Cena-Pietrak

foto: thinkstock

1 Comment

  1. Ula

    27 grudnia 2015 at 23:37

    Cudne ! Piękny felieton !

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *