FELIETONY

Ta podstępna samoakceptacja

By  | 

Niedawno publicznie ogłosiłam, że głęboko gdzieś mam obowiązujące ideały piękna i odtąd już koniec z tym wiecznym narzekaniem, wiecznym dążeniem do perfekcji, wiecznym poczuciem winy, że powinnam być inna. I wiecie co? To był najlepszy prezent, jaki sprawiłam sobie na trzydziestkę. Ale…

No właśnie.

Potem zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Po przeczytaniu tego tekstu koleżanka zdziwiła się, że dwa razy w tygodniu chodzę na basen. Inna podejrzliwie spojrzała, kiedy powiedziałam, że muszę ograniczyć słodycze. Jedna z czytelniczek w mailu zapytała, dlaczego głośno deklaruję samoakceptację, a potem piszę, że muszę popracować nad wystającym brzuchem. No bo przecież JAK TO? Niby akceptacja, a tu jakieś ćwiczenia, diety i Bóg wie co jeszcze. PODEJRZANE.

To mi dało do myślenia. Zaczęłam się zastanawiać, czy jeśli kiedy ktoś nam mówi, że akceptuje siebie to znaczy, że przestaje się starać?

I doszłam do wniosku, że samoakceptacja bywa podstępna.

Wiem wiem, brzmi złowieszczo. Ale dokładnie tak było ze mną. Kiedy po latach walki z samą sobą w końcu sobie odpuściłam, kiedy w końcu pomyślałam, że jestem WYSTARCZAJĄCO DOBRA, wpadłam w samouwielbienie. Nie żałowałam sobie NICZEGO. Lody zagryzane czipsami? Pewnie! Przecież głęboko gdzieś mam dążenie do nierealnego ideału piękna. Sport? Balsamy? Golenie nóg? Dbanie o siebie? Phi! Przecież ja siebie akceptuję TAKĄ, JAKA JESTEM. Wreszcie pozbyłam się poczucia, że muszę coś w sobie zmienić. Czułam się wolna. Pewna siebie. Ale…

Z czasem zrozumiałam, że nie o to chodzi w całej tej samoakceptacji. To nie jest tak, że nagle wstajesz i mówisz: jestem, jaka jestem i puszczam wiosła.

Kiedy zaakceptowałam siebie poczułam, że ZASŁUGUJĘ na to, żeby się o siebie zatroszczyć.

Znacie te wszystkie głupie myśli typu: „kupię sobie te dżinsy, kiedy schudnę”. Albo: „gdybym była chuda, nosiłabym fajną bieliznę”. Albo: „Jak znajdę lepszą pracę, zacznę się lepiej ubierać.” Albo: „kiedy będę miała płaski brzuch, będę się czuła seksowna”. Całe to pieprzenie, że będziesz zasługiwała na dobre rzeczy tylko wtedy, kiedy będziesz lepsza.

A ja Ci mówię, że zasługujesz na nie TERAZ. Bo WŁAŚNIE TERAZ jesteś WYSTARCZAJĄCO DOBRA.

Kiedy to zrozumiałam, zapragnęłam bardziej o siebie dbać. Nie tylko w sensie wyglądu, ale też zdrowia. Zaczęłam chodzić dwa razy w tygodniu na aqua fitness nie z poczucia, że wyglądam obrzydliwie i muszę schudnąć, ale dlatego, że chcę być zdrowa i wysportowana. Zaczęłam ograniczać te cholerne słodycze, ponieważ odkryłam, że mimo że je uwielbiam (UWIELBIAM) to jednak jak zjem ich za dużo, to czuję się… gorzej. Zaczęłam odkrywać przyjemność w tych wszystkich pielęgnacyjnych zabiegach, które kiedyś uważałam za stratę czasu. Dzisiaj dbam o siebie z przyjemnością, bo czuję, że ZASŁUGUJĘ NA TO, CO DOBRE.

Oczywiście nie ma w tym wszystkim krzty radykalizmu. Żadnych tam ćwiczeń z Chodakowską, diet, biegania itd. Żadnych krytycznych spojrzeń w lustro i zazdrości, że moja najlepsza koleżanka ma płaski brzuch. Nadal uwielbiam spędzić cały dzień w łóżku, zrobić sobie popcorn do wieczornego filmu. Pić wino zagryzając czekoladą. Lubię dłuuugie kolacje (z deserem) i inne podobne rozrywki. Ale to nie zmienia faktu, że w poniedziałki i czwartki jestem na basenie. I ostro ćwiczę.

Dzięki temu, że zaakceptowałam siebie, przestałam odczuwać zazdrość. Zrozumiałam, że każda z nas jest inna. Zaakceptowałam tę prostą prawdę, że niektóre kobiety zawsze będą szczupłe. I to jest OK. Są też kobiety, które zawsze będą miały krągłości. I to też jest OK. Ale są też kobiety, które całe życie będą walczyły ze swoim ciałem i będą go nienawidzić tylko dlatego, że nie wygląda jak to, które widzą codziennie z okładek magazynów. I tej nienawiści nauczą swoje córki. I to nie jest OK.

Kiedy zmieniasz podejście do własnego ciała, kiedy zaczynasz siebie akceptować W CAŁOŚCI, nagle zaczynasz rozumieć, że najbardziej wartościowe zmiany wynikają z MIŁOŚCI. Zaczynasz zdrowiej jeść, więcej się ruszać, lepiej ubierać Z MIŁOŚCI do siebie samej.

Spróbuj tego.

I cała ta zmiana na lepsze zadzieje się w TOBIE i będzie wynikać z TWOJEJ wewnętrznej potrzeby. Przestaniesz widzieć siebie oczami innych, a zaczniesz patrzeć na siebie jak na kogoś, kto ZASŁUGUJE na wszystko, co dobre. Bo jesteś WYSTARCZAJĄCO DOBRA. I nie musisz być lepsza.

Pa!

K.

foto: pinterest

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *